Skip to content
Dłonie trzymają smartfon nad turkusową matą treningową, obok hantle i słuchawki

Blog

Alternatywa dla Hevy i Strong: kiedy warto zmienić aplikację

· Chris · 7 min czytania

Kto szuka alternatywy dla Hevy albo Strong, ma zwykle konkretny powód. Jakaś funkcja wylądowała za paywallem. Subskrypcja trwa już trzeci rok. Albo darmowa wersja robi się coraz ciaśniejsza.

Na wstępie, bo inaczej to umknie: Hevy i Strong to dobre aplikacje. Miliony ludzi trenują z ich pomocą i większość z nich powinna przy nich zostać. Zmiana nie opłaca się dlatego, że gdzieś jakaś aplikacja jest „lepsza” — tylko wtedy, gdy w tej obecnej regularnie coś Ci przeszkadza.

Po czym poznasz, że aplikacja już nie pasuje

Płacisz co miesiąc za dziennik treningowy. Pięć do trzynastu euro miesięcznie to w ciągu trzech lat szybko 200 do 400 euro. To może się opłacać, jeśli używasz aplikacji codziennie i zdejmuje z Ciebie robotę. Jeśli używasz jej głównie do sprawdzania danych, ten stosunek w pewnym momencie robi się dziwny. Jakie modele istnieją i ile kosztują na przestrzeni lat, znajdziesz tutaj.

Progresję liczysz sam. Wiele aplikacji tylko protokołuje: wpisujesz, co zrobiłeś, a aplikacja pokazuje Ci to później. Co jest na dziś, liczysz w głowie albo w arkuszu kalkulacyjnym. Jeśli trenujesz według stałego programu — 5/3/1, GZCLP, Progresja Liniowa — to co tydzień ta sama rachunkowość.

Trafiasz na limit, który nie ma technicznego uzasadnienia. Górna granica liczby rutyn albo obcięta historia to decyzje produktowe, nie problemy z serwerem. To legalny model biznesowy — ale zarazem powód, żeby się rozejrzeć, jeśli Ciebie to dotyczy.

Nic z tego nie pasuje? To zostań. Naprawdę. Działająca rutyna jest warta więcej niż jakakolwiek aplikacja.

Twoja historia idzie z Tobą

Powód, dla którego większość nie zmienia aplikacji, to nie nowa aplikacja. To trzy lata wyciskania leżąc w starej.

To da się rozwiązać: w Hevy i Strong eksportujesz swoją historię do pliku, a w hitPR go wczytujesz. Podczas importu raz przechodzisz przez nazwy ćwiczeń — aplikacja dla każdej obcej nazwy proponuje pasujące ćwiczenie, a Ty potwierdzasz albo poprawiasz. Potem Twoja historia jest gotowa, z datą, ciężarem i seriami.

Przy FitNotes działa to tak samo. Eksporty z GymRun, Liftosaur czy Fitbod też zwykle są odczytywane. Przy Jefit i Boostcamp obecnie to nie działa — ich pliki są zbudowane inaczej, a odpowiedniego modułu jeszcze brakuje.

Szczegół, który brzmi jak drobiazg, a nim nie jest: niektóre aplikacje nie zapisują w pliku, czy Twoje liczby są w kg czy w lbs. W takim wypadku zostaniesz zapytany. W przeciwnym razie ze 100 lbs po cichu robi się 100 kg, a zauważysz to dopiero tygodnie później na wykresie, który się po prostu nie zgadza.

W drugą stronę obowiązuje ta sama miara: z hitPR eksportujesz historię treningów w formacie, który odczytają inne aplikacje, plus pełny backup z planami i ustawieniami. Uczciwa granica jest taka: przenośny eksport zawiera Twoje serie, nie logikę Twojego programu. Kto odchodzi dalej, zabiera ze sobą historię i buduje plany od nowa gdzie indziej.

Co zobaczysz potem, czego wcześniej nie widziałeś

Prawdziwa różnica nie widać przy wpisywaniu. Widać ją wtedy, gdy po dwóch miesiącach chcesz wiedzieć, czy Twój trening w ogóle jest zbalansowany.

Przykład: trenujesz od czterech miesięcy Push/Pull/Legs, a tylny bark nie nadąża. W większości aplikacji w analizie widnieje „Barki” — jedna linijka na trzy mięśnie, które są angażowane przez zupełnie różne ćwiczenia. Wyciskanie na ławce skośnej, unoszenie hantli bokiem i face pulle lądują w tym samym worku. Przy takim podejściu na to pytanie nie da się odpowiedzieć.

hitPR analizuje trening w 19 grupach mięśniowych i przy tym liczy osobno przednie, boczne i tylne naramienne. Tak samo przywodziciele i odwodziciele, górny i dolny odcinek pleców, szyję. Wynik widzisz jako mapę ciała, od przodu i od tyłu: im mocniej wybarwiony obszar, tym więcej serii wylądowało tam w tym tygodniu. Jedno spojrzenie i luka jest widoczna — u prawie wszystkich to tylne naramienne, dolny odcinek pleców albo łydki.

Liczenie jest przejrzyste: jeśli mięsień jest zaangażowany jako główny, seria liczy się w pełni; jeśli jest zaangażowany tylko pomocniczo, liczy się w połowie. Żadnego systemu punktowego, żadnej oceny — tylko serie na mięsień.

A jeśli jakieś przypisanie Ci nie pasuje, możesz je zmienić. W widoku szczegółów ćwiczenia sam ustalasz dla każdego ćwiczenia, które mięśnie są zaangażowane jako główne, a które pomocniczo. Brzmi jak drobiazg, ale to właśnie w tym miejscu taka analiza zwykle się sypie: jeśli robisz podciąganie szerokim chwytem, a aplikacja mimo to liczy je jako mocno bicepsowe, cały Twój obraz tygodnia się nie zgadza. Twojej techniki baza danych nie zna — Ty tak.

Kopia zapasowa, która naprawdę należy do Ciebie

Drugim powodem, dla którego ludzie zostają przy aplikacji, jest kopia zapasowa. Kto ma trzy lata historii, nie chce jej stracić — i w zamian godzi się na to, że leży na cudzym serwerze.

Da się to zbudować inaczej. hitPR nie robi kopii do mnie, tylko do Twojego własnego magazynu: iCloud albo Google Drive, zależnie od urządzenia. Szyfrowanie odbywa się wcześniej, na telefonie, algorytmem AES-256-GCM. Klucz widzisz jeden jedyny raz, jako kod odzyskiwania — nie ma go nigdzie indziej.

W praktyce: ani ja, ani Google, ani Apple nie zajrzymy do Twojej kopii. Nie ma serwera z danymi treningowymi, który ktoś mógłby złamać, ani konta u mnie, które ktoś mógłby przejąć. Druga strona medalu należy do umowy — jeśli zgubisz kod, kopii nie da się już odczytać. To cena za to, że jest naprawdę Twoja.

Progresja, którą możesz prześledzić

Niektóre aplikacje decydują za Ciebie, jaki ciężar jest dziś na tapecie. To może być wygodne i dla wielu jest dokładnie w sam raz — otwierasz aplikację, robisz to, co tam stoi, i nie musisz myśleć.

Jeśli natomiast chcesz wiedzieć, dlaczego dziś stoi 82,5 kg, potrzebujesz systemu, który ujawnia swoją regułę.

Dokładnie o to tu chodzi: jest osiem systemów progresji — progresja liniowa, podwójna progresja, oparta na AMRAP, sterowana wysiłkiem, zmiana schematu jak w GZCLP oraz cykl 5/3/1. Wybierasz jeden z nich i ustawiasz jego wartości: o ile rośnie ciężar, ile nieudanych prób jest dozwolonych, kiedy przychodzi deload. Aplikacja wykonuje potem tę regułę. Niczego nie dopowiada i niczego nie zmienia samowolnie.

W praktyce oznacza to: trenujesz 5/3/1 i stajesz w poniedziałek przed ławką. Zamiast wyliczać, co oznacza 85 procent Twojego Training Maxa w tym tygodniu cyklu, ciężar już tam stoi — zaokrąglony do talerzy, które faktycznie możesz nałożyć. Robisz swoje serie i wpisujesz powtórzenia. Gdy cykl jest kompletny, Training Max rośnie zgodnie z Twoją regułą, a kolejny cykl czeka gotowy.

Różnica nie polega na tym, że jedno z nich jest sprytniejsze. Różnica polega na tym, że możesz to przeliczyć samodzielnie.

Plany, które rozciągają się na tygodnie

Rutyna to lista ćwiczeń. Plan to coś innego: kilka dni treningowych, które przeplatają się przez tygodnie, z cyklem w tle.

Oba da się tu zbudować. Zakładasz dni, rozdzielasz ćwiczenia, ustawiasz strukturę tygodnia i długość cyklu — albo bierzesz jeden z dołączonych programów i go dostosowujesz. Do wyboru masz około 1300 ćwiczeń z animacjami; własne możesz dodać.

Jak podejść do tego sensownie, żeby się nie pogubić, opisuję w artykule o tworzeniu planu treningowego. Co w praktyce oznacza przeciążenie progresywne, też.

Do tego dochodzi reszta bez zbędnego szumu: wszystko, co potrzebne do treningu, jest bezpłatne, nie ma reklam, a aplikacja działa bez konta i bez internetu. Do opcjonalnej kopii w chmurze używasz własnego konta Google lub Apple. Raporty statystyk i awarii są domyślnie wyłączone; czy je włączysz, decydujesz Ty.

Dla kogo to nie jest

Kto chce sieci społecznościowej. Nie ma tu feedu, obserwujących ani komentarzy. Udostępnianie jednak jest: po treningu wybierasz jedną z pięciu gotowych kart — podsumowanie, nowy PR, mapa mięśni, porównanie, seria — i publikujesz ją jako obrazek w swojej relacji albo statusie. Brakuje tego, co społecznościowe wewnątrz aplikacji. Jeśli Twój trening żyje z tego, że znajomi widzą i komentują Twoje treningi, Hevy jest do tego stworzony, a tutaj świadomie tego nie ma.

Kto śledzi głównie cardio. Bieganie, wioślarstwo i jazdę na rowerze możesz zapisać, ale tylko z dystansem i czasem. Bez tętna, bez analizy tempa, bez zapisu trasy. Kto traktuje cardio poważnie, potrzebuje do tego czegoś innego.

Kto szuka prowadzonych treningów wideo. To nie jest tu priorytetem.

Kto woli, żeby mu powiedziano, co robić. Jeśli pytanie „według jakiej reguły mam progresować?” bardziej Cię irytuje niż interesuje, lepszym wyborem będzie aplikacja, która decyduje za Ciebie.

Kto jest akurat zadowolony. Patrz wyżej.

W skrócie

Sprawdź trzy rzeczy, zanim zmienisz aplikację: Czy naprawdę coś Ci przeszkadza, czy to tylko ciekawość? Czy Twoja historia pójdzie z Tobą? I czy z nowej aplikacji wyjdziesz tak samo łatwo jak ze starej?

Jeśli przy wszystkich trzech masz dobre przeczucie, zmiana to kwestia dwudziestu minut. A jeśli potem po raz pierwszy zobaczysz, że Twój tylny bark od czterech miesięcy dostaje dwie serie tygodniowo, to już się opłaciło.

Jeśli natomiast dopiero zaczynasz w ogóle zapisywać swój trening, zacznij raczej tutaj — wtedy pytanie o aplikację jest dopiero kolejne w kolejce.

Informacje o innych aplikacjach: stan na sierpień 2026. Funkcje i ceny się zmieniają, w razie wątpliwości sprawdź je u danego dostawcy. hitPR to moja własna aplikacja, więc ten tekst nie jest neutralny — ale stwierdzenia na jej temat możesz sam sprawdzić, po prostu ją wypróbowując.

Najczęściej zadawane pytania

Share

Related Articles